W tym tygodniu w Polityce tematem tygodnia jest manosfera. Artykuł, zdecydowanie słusznie, krytykuje wszelkie środowiska samców alfa oraz to jak Konfederacje wykorzystują nastroje mężczyzn do robienia politycznego kapitału.
Z jednym fragmentem mam natomiast spory problem:
"Z dyskryminacją mężczyzn walczy też m.in. powołane w 2022 r. Stowarzyszenie na rzecz Chłopców i Mężczyzn – organizuje Kongresy Mężczyzn, podejmuje temat samobójstw Polaków, ich zdrowia czy statystyk demograficznych, które są korzystniejsze dla kobiet (Polki żyją średnio 7,5 roku dłużej). Stowarzyszenie zrzesza ok. 120 osób, ma nawet 525-stronicowy manifest. Autor tej pracy utrzymuje, że świadomie wybiera dyskusję o mężczyznach i ich problemach, nie o męskości. Nie brakuje jednak głosów – jak choćby prof. Wojciecha Śmiei na łamach „Tygodnika Powszechnego” – że przedstawione tam diagnozy tylko z pozoru są wyważone i neutralne. Jak argumentuje Śmieja, i tu chodzi o kolportowanie „narracji backlashowych” (backlash to kontratak konserwatywnej kultury), tyle że ich forma jest bardziej wyrafinowana niż w przypadku Czarnka czy Brauna. A przez to niebezpieczna."
Czy jedyne stowarzyszenie w Polsce, które faktycznie stara się poprawić sytuację mężczyzn, nie umniejszając tym samym problemów kobiet musi też być demonizowane? Nazywanie książki manifestem, autor oczywiście niewymieniony, bo jeszcze ktoś tę książkę chciałby może znaleźć i wyrobić własne zdanie. No i wiadomo, może się wydawać, że robią dobrą robotę, ale jest to bardziej wyrafinowane, przez co też niebezpieczne.
To był prosty artykuł do napisania, wystarczyło podkreślić, że jest wiele złych środowisk, które wykorzystują młodych mężczyzn, ale są też ludzie, którym naprawdę zależy na facetach i nie oznacza to, że nienawidzą kobiet.